Simon Sinek – Liderzy jedzą na końcu

Tytuł tej książki sugeruje, iż jest dla tych liderów, którzy traktują zarządzanie ludźmi jako służbę, a nie tylko przepustkę do wyższych zarobków.

Dlaczego zarządzanie ludźmi nie jest łatwe?

Simon Sinek – autor książki „Liderzy jedzą na końcu. Dlaczego niektóre zespoły potrafią świetnie współpracować, a inne nie.” tłumaczy w niej jak procesy chemiczne, które zachodzą w naszym umyśle decyduje o sukcesie organizacji. Skąd się biorą niektóre zachowania i jak sprawić, żeby firma potrafiła przetrwać trudne czasy?

To kolejna książka, z której dowiadujemy się, że jako ludzie powielamy zachowania naszych przodków. (Inna książka, które nas chce o tym przekonać to: „Dobry szef, martwy szef” Ray Immelman.) Zarządzanie ludźmi musi uwzględniać, że w ludziach ciągle działają mechanizmy z dawnych czasów!

Simon Sinek pisze o tym jak dzięki pracy i współpracy chcemy zapewnić sobie nasze podstawowe potrzeby. Jedną z nich jest bezpieczeństwo.

Ludzie pracują, bo chcą być bezpiecznie. Czy firma zapewnia im to bezpieczeństwo? To zależy jakie są relacje w tej firmie i jak jest tam rozumiane zarządzanie ludźmi.

Firma, która buduje Krąg Bezpieczeństwa (to analogia do stada bawołów, które broni się przed drapieżnikami tworząc krąg) ma znacznie większe szanse na trwały wzrost.

Autor często odwołuje się do żołnierzy, a konkretnie do marines. Dlaczego? Robi to po to aby pokazać w jaki sposób marines uczą się ufać sobie wzajemnie i budować „Krąg Bezpieczeństwa”. Firmy jednak nie ufają swoim pracownikom.

I słusznie! Jakże by mogli ufać komuś kto tylko przychodzi do pracy zarabiać pieniądze! No właśnie… Jeżeli zarządzanie ludźmi koncentruje się na tym, żeby (tylko) zarabiali pieniądze, a jak robią coś źle to im te pieniądze należy zabrać… To wtedy nie można im ufać!

Zaufanie tworzy się w wyniku działania dwóch z czterech hormonów szczęścia.

Hormony szczęścia, a zarządzanie ludźmi

Być może wiesz, czym są hormony. Co jednak zarządzanie ludźmi ma do hormonów?

Otóż bardzo dużo. Zarządzanie ludźmi polega na sprawieniu, żeby pracownicy robili to co potrzeba robić, żeby firma się rozwijała i unikali robienia tego co niewłaściwe.

Tzw. hormony szczęścia to endorfiny, serotonina, oksytocyna i dopamina. Pierwszy z nich pojawia się w wyniku długotrwałego wysiłku. Endorfiny pomagały jaskiniowcom w przetrwaniu. Najpierw trzeba było upolować zwierze, a potem je zanieść do jaskini, gdzie czekali na niego pobratymcy. Po pogoni za zwierzęciem mięśnie były zmęczone, ale pojawienie się endorfin pomagało to przetrwać i iść dalej.

W polowaniu (a w ogólności – przy osiąganiu celów) ważną rolę odgrywa dopamina. Jest to hormon, który nas „zalewa” jeżeli osiągamy cel. Pierwsze dawki pojawiają się również kiedy ten cel wizualizujemy. Dlatego tak bardzo fajnie jest marzyć… To dopamina powoduje, że fantazjujemy…

Te dwa hormony są to wzmacniacze indywidualności: endorfiny pojawiają się przy dłuższym wysiłku – to dlatego można się uzależnić od biegania(!), dopamina pojawia się, gdy coś osiągniemy (także w myślach!). Dopamina pojawia się gdy coś zjemy (jedzenie jest przyjemne… mniam, mniam), a także gdy zażywamy narkotyki. Jest odpowiedzialna za powstawanie uzależnień!

Inaczej działają serotonina i oksytocyna. To hormony, które pojawiają się gdy robimy coś razem.

Firmy, dla których zarządzanie ludźmi to motywację dopaminą, cenią indywidualne osiągnięcia. W takich firmach ważna jest rywalizacja. Moja wygrana, to twoja przegrana. Liczą się natychmiastowe wyniki.

Odwrotnie jest w firmach, które zarządzają ludźmi poprzez wykorzystania serotoniny i oksytocyny. W takich firmach nastawia się na budowanie relacji, czy to pomiędzy pracownikami, czy pomiędzy firmą, a klientami.

Ostatni element tej układanki to kortyzol. To hormon stresu. Pojawia się w sytuacji zagrożenia. Przygotowuje organizm do walki, albo ucieczki. Problem z nim jest taki, że jeżeli nie zostanie rozładowany, to wpływa destrukcyjne nie nasze ciało. Kortyzol wyłącza działanie pewnych mechanizmów w organizmie. Ma to sens, bo jeżeli dojdzie do walki, czy ucieczki, to potrzeba skorzystać z rezerw. Dla człowieka jaskiniowego była to sytuacja życia lub śmierci. Dla współczesnych ludzi niestety zwykle tak nie jest. Przecież stres w pracy nie jest zwykle zagrożeniem życia.

Najgorsze co robi kortyzol (z punktu widzenia człowieka współczesnego) to wyłączanie mechanizmów odpornościowych. Coś co kiedyś było przydatne, teraz jest przekleństwem! Ciągły stres nas powoli zabija!

Zarządzanie ludźmi poprzez tworzenie kultury gdzie „króluje” kortyzol i dopamina prowadzi do wypalenia się pracowników. Takie firmy są dobre w osiąganiu krótkoterminowych celów, ale nie budują trwałej firmy. Rotacja pracowników jest w nich duża.

Czy zarządzanie ludźmi w Twojej firmie to dopamina i kortyzol? Stres i rywalizacja? Napisz co sądzisz.

Twój coach

Jacek
PS. Zarządzanie ludźmi to też tematyka moich wpisów na na drugim blogu – warto poczytać.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *